jestem winna i gazowana, czasem rozwodniona ze słonym morzem.
potrzebuję cię.
jestem tu, jestem, nie ma mnie, potrzebuję co rano dłuższej przerwy od snu, dla siebie, od ludzi, od rodziny, od ciszy. nawet obrzydła mi joga, bo nie robiłam jej już sama i ktoś mi o niej przypominał, a ja muszę sama walczyć sama ze sobą, nie ktoś obcy. powoli się rozpuszczam.
wole wstać rano i pierwsze słowa wypowiadać w obcym języku, do obcych ludzi, którzy właśnie w TYM momencie są życzliwi. tylko. nie potrzebuję niczego innego. tylko uzyskac drobne informacje, o wietrze, o windsurgingu, kogoś poznałas, bezimiennego, nie ważnego, ale mijając go na ulicy jakiś czas później to "ciao" jest już zakotwiczone. i tylko i wyłącznie poprawia humor.
coraz bardziej ciązy mi życie z rodziną, irytują słuchane po 1000 razy te same historie, które namwet mnie już nie bawią i nie mam siły tego ukrywać. płacz i zgrzytanie zębów.
to tak chwila, żeby się uwolnić, pomalutku się odcinać, rosnąć i rozwijać.
to będzie jak rozwód. długi i bolesny dla każdej ze stron.
boję się, ale chyba bardziej się nie boję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz