ogłaszam zawieszenie. kilkugodzinne.
mam na to czas teraz i odpowiednią samotność. skręcona noga tylko jest dobrym argumentem ZA, prawda?
mam się uczyć podejmować decyzje,. na całe życie. a jeśli nie na całe życie, to przynajmniej na kilka lat. nie na miesiąc, czy pół roku.
to już nie wystarczy, szybkie kilkuminutowe TAK lub NIE. są plusy i minusy, są decyzje i konkretne konsekwencje. i to także wieloletnie. jak tatuaż. i to już nie taki pijany słońcem.
patrzę na to miasto i coraz częściej mam myśl,że to właśnie tu mogłabym spędzić kilka następnych lat.
tu już droga naświetla się jaśniej. mimo tego, że wszytsko jest "gdyby"
gdybym dostała się na studia. jakie, jakie, jakie dadzą mi możliwość dobrej pracy, zarabiania na poziomie, żeby móc żyć na poziomie i tej radości, codziennego kopa do wstania z wyra, w które tak łatwo się zapadam.
jestem zmęczona myśleniem. ciężarem odpowiedzialności.
ale najdziwniejsze jest to,że czasem mam prześwit. zaczynam konkretyzować nawał szarości w mojej głowie i odkrywam kontury, idealne barwy, łatwość, o którą się nawet nie podejrzewałam.
co mogę odrzucić, przed czyim osądem nawet się nie stawiać, kto jest tu najważniejszy i jak sobie poradzić.
chciałabym czasem budować już coś na stałe. to nie domki z piasku. słoma mi nie wystarcza.
chcę budować z Tobą prawdziwy schron, nie tymczasowe szałasy.
cześć, mamy rok, co to właściwie znaczy? mrugnęłam okiem. to troche jak życzenie na urodzinowym torcie.
nikomu nic nie mówisz, ale w powietrzy aż skrzy się od twoich myśli.
to na prawdę działa, w tym naszym małym lofcie.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz