jestem jak mleko, kipieję po cichu. a na końcu dojdzie Cię niespodziewanie głośny syk.
czuję spaleniznę.
stoję pod prysznicem długie minuty, staram się zmyć z siebie smród i zatwardziałą skorupę, łzy ropy z ran, których nie widzę.
jestem mistrzem w zaklejaniu dziur. tylko ciało mnie widzi, lepiej czasem niż ja sama.
nie pozwalaj mi czuć się tak samotną, że nieświadomie przez sen zaczynam spać sama. zagłuszają mnie skrzeczące myśli, nie mam siły otworzyć ust i nie mam głosu. przepraszam, ale kiedy pytasz o co chodzi- wszystko znika. jest pustka w tym wielkim łóżku z porozrzucanymi nogami w bordowej pościeli.
tu jest zbyt dużo niewiadomych. mam ochotę pootwierać okienka na kilka dni do przodu. jak w kalendarzu adwentowym.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz