piątek, 22 kwietnia 2011

chciałabym, żebyś umiał mnie zrozumieć. chęć poznania samej siebie i nauczenia się czegoś z przeszłości. bo do przeszłości chciałabym zajrzeć. jestem w takim momencie, gdy kompletnie jej nie potrzebuję, ale mam świadomośc, że dzięki niej własnie- masz mnie taką, jaką jestem.

liczy się to, że teraz jesteśmy najważniejsi. że zasypiam w twoicg ramionach z taka latwoscia, jakiej nie mialam nigdy. po prostu wiem, ze nic sie nie stanie. czujesz kilka wzdrygniec ciala, mimowolnego zrywania więzów ze świadomościąi realnością, czujesz jak ciało tężeje i oddech staje sie zupelnie inny. tak, czujesz, jak odleciałam, a tobie zostawiłam śpiace ciało. oderwałam się.


snia mi sie obce nowe miasta, czegos szukamy, ale juz nie pamietam co to moze byc, poznajemy nowe twarze i gdzies migaja mi stare, totalny miks, nie wiem co jest realne.
czase zasnac. jutro szykuje sie piekny dzien.

wtorek, 19 kwietnia 2011

śpię obok Ciebie, wtulona w twoje plecy, a może wtulona plecami, czuję ciepło, czuję, że z jednej strony podwiewa mi kołdrę i mocniej wnikam skórą w twoją, czuję, jak powoli się rozgrzewam. nagle budzi mnie obcy dźwięk, obracam się, w łóżku leżę sama, to moje łóżko, a ja wciśnięta w ścianę, zostawiam nawet przez sen dla ciebie miejsce, proszę, oto 3/4 łóżka, dla ciebie, a właściwie jednak 1/2, chociaż te połówki przenikają się niesymetrycznie naszymi nogami, porozciąganymi na wszystkie strony świata, nogami przywiązuję nas do rzeczywistości.

mam w głowie kilka kadrów.
słoneczny poranek na słonecznym fioletowym dużym materacu, porozrzucana pościel, dużo poduszek, mimo tego, że z nich nie korzystamy, stary aparat i ciała w słońcu, kadry kadry, słoneczne tatuaże na ciepłych ciałach, rozmazany makijaż, powiększone źrenice.
muszę wywołać film.

słońce, kopenhaga, chrystiania, ulice wolności, przyjaźni, miłości, tęczowe dymy i wino, niski murek, zimne kamienie, ciepłe usta, zapach i rzęsy rozszczepiające promienie słońca, znika zimno, na prawdę.


kochaj mnie, to takie łatwe, wystarczy tylko za siebie nie patrzeć.

boże, jakie to proste.
"boże, boże, dla znajomych po prostu: karol"

sobota, 16 kwietnia 2011

co się tu dzieje.
bez skrupułów mówię o "naszym" domu, kilku miejscach, w których moglibyśmy żyć, nawet gdzieś przemykają "nasze" dzieci, mimo tego, że po chwili sama w to nie wierzę i glosno pytam się ciebie, czy na prawde powiedzialam to na głos.
bo na myśli można mieć dużo, przemyka ciepła wata cukrowa, wpływa jednym uchem, ogrzewa ci wnetrze, słowa, serce. normalnie wypływa drugim uchem, lekkim drżeniem powietrza. a czasem wymknie się ustami. prosto w Twoje ucho.





pachne twoimi perfumami, zeby troche zatrzec te braki milimetrow miedzy nami, ale to tylko dla innych, my wiemy, co siedzi nam głęboko pod skórą, nie potrzebujemy oceny innych.
zobacz, nie wierzyli pewnie, ze sie uda, ze wytrzymamy ze soba nawzajem, a moze wlasnie jestesmy do siebie tak podobni, ze rozumiemy? moze byc zle, na prawde, wkurwienie jest normalne. i cudne jest to, ze zapominasz o tym po chwili, bo czujesz, ze przeciez kochasz. i liczy sie tylko to, ze moge wpasc w twoje ramiona.

to kolejne tygodnie, tu, tam, gdziekolwiek, w domu, w innym miescie, za granica, na kanapie u zupelnie nowo poznanych ludzi, metrze i trawnikach pachnacych winem i wolnoscia.

jestem lepszy, kiedy jestem wolny.
wiem, dlatego nie zaloze ci smyczy.
to dobrze. chociaz... w ramach jakiejs gry...