pachnę wiśniowymi muffinami z czekoladą, myślę o tobie.
nie chcę wychodzic, nie chce cie opuszczac, porwij mnie, wez okup, bedziemy miec za co jezdzic po swiecie.
a zadna liczba wielbłądów nam siebie nei zabierze.
niedziela, 24 lipca 2011
poniedziałek, 18 lipca 2011
robaczku, to nie pasuje, nie?
kochany mój.
jestem w szoku pięknymi słowami i nasyconymi myślami dotyków, szepcę ci palcami muzykę, posłuchaj, jak gra skóra, szept, szept, skóra, szelest, szept, szminkę zostawiłam ci na policzku, cicho chichoczę w poduszkę. totalna głupawka rozedrganych szczęściem dłoni.
dlatego lubię z tobą chodzic do kina, kiedy mam na ciebie ochotę i nie mogę się na ciebie rzucić, tylko trzymam cię za rękę, podniecają mnie wszystkie słowa, o byle dniu, a ja cię pragnę. takiego codziennego.
jest ciemno, pod dupą mokra trawa, z której zaraz zjadę, ślizgaja mi się stopy i nie mam żadnego oparcia, nie wiem jakim sposobem trzymam się skarpy, nade mną fruwają białe kobiety, w mroku zrzucają na mnie drobinki i strzępy przez chwilę płonące w powietrzu, po chwili niknące w mroku, tak samo jak balone puszczane w kosmos, jak ten jeden, z życzeniem. słyszę piękny operowy śpiew, belgowie opanowali mnie kolorowymi strojami, a ja siedzę i trzymam się mocno butelki, zerkam na ciebie przez ramię, czy na pewno jesteś, czy to nie sen, czy jestem pijana, czy jestem realna, czy jesteś ciepły. szczypię się w policzki. siedzisz tu wciąż.
jesteś moim zapachem po deszczu.
jak to się dzieje. ubieram się, przymierzam ciuchy i zastanawiam sie- jak bardzo bedziesz mnie pragnal, kiedy mnie taka zobaczysz. a czasem zaluje, ze nie mogles nawet tego sprawdzic.
czuje sie zajebiscie aktrakcyjna, codziennie. jestem piekna. i nareszcie jest ktos, kto to docenia.
chcę wracać zmęczona do domu, po dniu pracy i ganiania, paść na kanapę, wcisnąc pod ciebie stopy, zeby zagrzac kostki, wypic herbate, wino, kakao, czytac razem skiazki, zasne, czytaj, albo kiedy bedziemy ogladac film, tak mi bezpiecznie.
kochany mój.
jestem w szoku pięknymi słowami i nasyconymi myślami dotyków, szepcę ci palcami muzykę, posłuchaj, jak gra skóra, szept, szept, skóra, szelest, szept, szminkę zostawiłam ci na policzku, cicho chichoczę w poduszkę. totalna głupawka rozedrganych szczęściem dłoni.
dlatego lubię z tobą chodzic do kina, kiedy mam na ciebie ochotę i nie mogę się na ciebie rzucić, tylko trzymam cię za rękę, podniecają mnie wszystkie słowa, o byle dniu, a ja cię pragnę. takiego codziennego.
jest ciemno, pod dupą mokra trawa, z której zaraz zjadę, ślizgaja mi się stopy i nie mam żadnego oparcia, nie wiem jakim sposobem trzymam się skarpy, nade mną fruwają białe kobiety, w mroku zrzucają na mnie drobinki i strzępy przez chwilę płonące w powietrzu, po chwili niknące w mroku, tak samo jak balone puszczane w kosmos, jak ten jeden, z życzeniem. słyszę piękny operowy śpiew, belgowie opanowali mnie kolorowymi strojami, a ja siedzę i trzymam się mocno butelki, zerkam na ciebie przez ramię, czy na pewno jesteś, czy to nie sen, czy jestem pijana, czy jestem realna, czy jesteś ciepły. szczypię się w policzki. siedzisz tu wciąż.
jesteś moim zapachem po deszczu.
jak to się dzieje. ubieram się, przymierzam ciuchy i zastanawiam sie- jak bardzo bedziesz mnie pragnal, kiedy mnie taka zobaczysz. a czasem zaluje, ze nie mogles nawet tego sprawdzic.
czuje sie zajebiscie aktrakcyjna, codziennie. jestem piekna. i nareszcie jest ktos, kto to docenia.
chcę wracać zmęczona do domu, po dniu pracy i ganiania, paść na kanapę, wcisnąc pod ciebie stopy, zeby zagrzac kostki, wypic herbate, wino, kakao, czytac razem skiazki, zasne, czytaj, albo kiedy bedziemy ogladac film, tak mi bezpiecznie.
poniedziałek, 11 lipca 2011
miałam długi okres, kiedy nie widziałam muzyki, dni nie miały melodii, kiedy miałam wybrać- nic nie nadawało się na podkład. tylko ogólny mix, z którego wyciekaly pojedyncze kawałki. a i one nie funkcjonują jako całość, nieprzerwana.
wróciła mi muzyka, douszna, dochodząca z różnych wymiarów. sączę jacaszka.
dziś pomyślałam, że mogliyśmy wziąć ślub 14.06. taki psikus. wnuki opowiadałyby swoim dzieciom, jakie to robiliśmy manewry. tylko kiedy 14.06 wypada w sobotę?
ale ja nie chcę mieć męża. jeszcze nie. kochany, jeszcze nie.
zanurzam się w ciebie, wtulam w zapach, który już wyparowal z mojego pokoju, koszulki, pościeli, ścian, krótkich notatek, które piszesz, żeby mi przypominać rózne miłe wyznania, bo pachną ci nadgarstki i papier wdycha zapach, jak ja.
jak ja.
idealny rytm, ruch klatki piersiowej i oddech na karku, czuje jak rozwiewasz mi sobą włosy, odpływam, zostawiam ci ciało, w twoich ramionach mogę zwiedzać inne rzeczywistości, wyprowadzam się, zmęczona i bezpieczna, uciekam i kompletnie nie uczestniczę. trzymaj mnie mocno, w pewnym momencie chcę się obudzić. na przykład wtedy, gdy nakrywasz mnie kocem, żebym nie zmarzła. i z nowymi siłami się w tobie zatracam.
z Twoich łopatek wyrywam skrzydła, lecę na nich i tracę zmysły, tuląc się do Twoich stóp- nigdzie nie jest bezpieczniej
nie ma czegos co jest zbyt piękne. mysle, że mozna cos caly czas doskonalić. wiesz co mam na mysli? kocham to, ze jesli czegos nie rozumiesz, chcesz to zrozumiec, i chcesz zebym ja zrozumial ciebie. inaczej to nie bedzie dzialac, wiesz o tym.
jestem babą totalną. buty, ubrania, torebki, bizuteria. dodatkowo kuchnia, jedzenie, przyprawy, naczynia, kubki. książki, muzyka, muzyka, muzyka, muzyka, wiersze. wieczny bałagan i wieczne zorganizowanie. frywolna odpowiedzialnosc, to moze tak funcjonowac? juz nie potrzebuje obcego osrodka rownowagi psycho-fizycznej.
teraz mam go w sobie.
jestem wszystkim tym, czym chce byc.
wróciła mi muzyka, douszna, dochodząca z różnych wymiarów. sączę jacaszka.
dziś pomyślałam, że mogliyśmy wziąć ślub 14.06. taki psikus. wnuki opowiadałyby swoim dzieciom, jakie to robiliśmy manewry. tylko kiedy 14.06 wypada w sobotę?
ale ja nie chcę mieć męża. jeszcze nie. kochany, jeszcze nie.
zanurzam się w ciebie, wtulam w zapach, który już wyparowal z mojego pokoju, koszulki, pościeli, ścian, krótkich notatek, które piszesz, żeby mi przypominać rózne miłe wyznania, bo pachną ci nadgarstki i papier wdycha zapach, jak ja.
jak ja.
idealny rytm, ruch klatki piersiowej i oddech na karku, czuje jak rozwiewasz mi sobą włosy, odpływam, zostawiam ci ciało, w twoich ramionach mogę zwiedzać inne rzeczywistości, wyprowadzam się, zmęczona i bezpieczna, uciekam i kompletnie nie uczestniczę. trzymaj mnie mocno, w pewnym momencie chcę się obudzić. na przykład wtedy, gdy nakrywasz mnie kocem, żebym nie zmarzła. i z nowymi siłami się w tobie zatracam.
z Twoich łopatek wyrywam skrzydła, lecę na nich i tracę zmysły, tuląc się do Twoich stóp- nigdzie nie jest bezpieczniej
nie ma czegos co jest zbyt piękne. mysle, że mozna cos caly czas doskonalić. wiesz co mam na mysli? kocham to, ze jesli czegos nie rozumiesz, chcesz to zrozumiec, i chcesz zebym ja zrozumial ciebie. inaczej to nie bedzie dzialac, wiesz o tym.
jestem babą totalną. buty, ubrania, torebki, bizuteria. dodatkowo kuchnia, jedzenie, przyprawy, naczynia, kubki. książki, muzyka, muzyka, muzyka, muzyka, wiersze. wieczny bałagan i wieczne zorganizowanie. frywolna odpowiedzialnosc, to moze tak funcjonowac? juz nie potrzebuje obcego osrodka rownowagi psycho-fizycznej.
teraz mam go w sobie.
jestem wszystkim tym, czym chce byc.
sobota, 2 lipca 2011
Wiem, że ten Dusseldorf to dla Ciebie ogromna szansa. Złapanie byka za rogi. Możliwośc rozwoju i otwarte później po takiej pracy bramy innych biur, którym na Tobie będzie zależało. I chcę, żebyś to wykorzystał. masz dwa tygodnie na odpowiedź, wiem, że dziś o niczym innym nie myślisz. jestem przy Tobie. i będę. i damy radę 4 miechy na odległośc, jeśli bedzie trzeba. będę jeździć, latać, żeby na weekend dłuższy spotkać się w amsterdamie, do którego będziesz mieć 2 godziny. może chociaż w ten sposób bedziemy go mieć. na razie. wiem, że nasze plany mieszkania w takim razie upadają. bo najprawdopodobniej zostanę tu, na studiach, których nie chcę robić, ale chociaż posunę się do przodu. ale chciałabym z Tobą ucieć.
moim marzeniem jest wyjechać za Tobą. pracować w barze. nie znam niemieckiego. szybko sprawdzam połączenia lotnicze. znalazłam za 40 zł, 1,5 godziny, do dortmund, myślisz ze byłoby to trudne? życie na skypie, czego tak bardzo oboje chcielismy uniknąć. a nasze wspólne mieszkanie? na razie znowu wyrok odroczony.
mysle, ze nie wszystko musi isc nam z górki, jak z płatka, wieczne dzieci kwiaty, którym wszytsko sie udaje. troche musi byc tych prób i trudnosci, zebysmy byli pewni. wiedzieli. ze to tak.
ze to my.
ze dalej Cię chcę.
chcę Cię tak bardzo. i będę chcieć.
moim marzeniem jest wyjechać za Tobą. pracować w barze. nie znam niemieckiego. szybko sprawdzam połączenia lotnicze. znalazłam za 40 zł, 1,5 godziny, do dortmund, myślisz ze byłoby to trudne? życie na skypie, czego tak bardzo oboje chcielismy uniknąć. a nasze wspólne mieszkanie? na razie znowu wyrok odroczony.
mysle, ze nie wszystko musi isc nam z górki, jak z płatka, wieczne dzieci kwiaty, którym wszytsko sie udaje. troche musi byc tych prób i trudnosci, zebysmy byli pewni. wiedzieli. ze to tak.
ze to my.
ze dalej Cię chcę.
chcę Cię tak bardzo. i będę chcieć.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)