poniedziałek, 11 lipca 2011

miałam długi okres, kiedy nie widziałam muzyki, dni nie miały melodii, kiedy miałam wybrać- nic nie nadawało się na podkład. tylko ogólny mix, z którego wyciekaly pojedyncze kawałki. a i one nie funkcjonują jako całość, nieprzerwana.
wróciła mi muzyka, douszna, dochodząca z różnych wymiarów. sączę jacaszka.



dziś pomyślałam, że mogliyśmy wziąć ślub 14.06. taki psikus. wnuki opowiadałyby swoim dzieciom, jakie to robiliśmy manewry. tylko kiedy 14.06 wypada w sobotę?
ale ja nie chcę mieć męża. jeszcze nie. kochany, jeszcze nie.


zanurzam się w ciebie, wtulam w zapach, który już wyparowal z mojego pokoju, koszulki, pościeli, ścian, krótkich notatek, które piszesz, żeby mi przypominać rózne miłe wyznania, bo pachną ci nadgarstki i papier wdycha zapach, jak ja.
jak ja.
idealny rytm, ruch klatki piersiowej i oddech na karku, czuje jak rozwiewasz mi sobą włosy, odpływam, zostawiam ci ciało, w twoich ramionach mogę zwiedzać inne rzeczywistości, wyprowadzam się, zmęczona i bezpieczna, uciekam i kompletnie nie uczestniczę. trzymaj mnie mocno, w pewnym momencie chcę się obudzić. na przykład wtedy, gdy nakrywasz mnie kocem, żebym nie zmarzła. i z nowymi siłami się w tobie zatracam.
z Twoich łopatek wyrywam skrzydła, lecę na nich i tracę zmysły, tuląc się do Twoich stóp- nigdzie nie jest bezpieczniej


nie ma czegos co jest zbyt piękne. mysle, że mozna cos caly czas doskonalić. wiesz co mam na mysli? kocham to, ze jesli czegos nie rozumiesz, chcesz to zrozumiec, i chcesz zebym ja zrozumial ciebie. inaczej to nie bedzie dzialac, wiesz o tym.


jestem babą totalną. buty, ubrania, torebki, bizuteria. dodatkowo kuchnia, jedzenie, przyprawy, naczynia, kubki. książki, muzyka, muzyka, muzyka, muzyka, wiersze. wieczny bałagan i wieczne zorganizowanie. frywolna odpowiedzialnosc, to moze tak funcjonowac? juz nie potrzebuje obcego osrodka rownowagi psycho-fizycznej.
teraz mam go w sobie.


jestem wszystkim tym, czym chce byc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz