poniedziałek, 18 lipca 2011

robaczku, to nie pasuje, nie?
kochany mój.

jestem w szoku pięknymi słowami i nasyconymi myślami dotyków, szepcę ci palcami muzykę, posłuchaj, jak gra skóra, szept, szept, skóra, szelest, szept, szminkę zostawiłam ci na policzku, cicho chichoczę w poduszkę. totalna głupawka rozedrganych szczęściem dłoni.
dlatego lubię z tobą chodzic do kina, kiedy mam na ciebie ochotę i nie mogę się na ciebie rzucić, tylko trzymam cię za rękę, podniecają mnie wszystkie słowa, o byle dniu, a ja cię pragnę. takiego codziennego.

jest ciemno, pod dupą mokra trawa, z której zaraz zjadę, ślizgaja mi się stopy i nie mam żadnego oparcia, nie wiem jakim sposobem trzymam się skarpy, nade mną fruwają białe kobiety, w mroku zrzucają na mnie drobinki i strzępy przez chwilę płonące w powietrzu, po chwili niknące w mroku, tak samo jak balone puszczane w kosmos, jak ten jeden, z życzeniem. słyszę piękny operowy śpiew, belgowie opanowali mnie kolorowymi strojami, a ja siedzę i trzymam się mocno butelki, zerkam na ciebie przez ramię, czy na pewno jesteś, czy to nie sen, czy jestem pijana, czy jestem realna, czy jesteś ciepły. szczypię się w policzki. siedzisz tu wciąż.



jesteś moim zapachem po deszczu.

jak to się dzieje. ubieram się, przymierzam ciuchy i zastanawiam sie- jak bardzo bedziesz mnie pragnal, kiedy mnie taka zobaczysz. a czasem zaluje, ze nie mogles nawet tego sprawdzic.
czuje sie zajebiscie aktrakcyjna, codziennie. jestem piekna. i nareszcie jest ktos, kto to docenia.






chcę wracać zmęczona do domu, po dniu pracy i ganiania, paść na kanapę, wcisnąc pod ciebie stopy, zeby zagrzac kostki, wypic herbate, wino, kakao, czytac razem skiazki, zasne, czytaj, albo kiedy bedziemy ogladac film, tak mi bezpiecznie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz