piątek, 25 lutego 2011

Kochaj mnie- to takie łatwe. Wystarczy tylko za siebie
nie patrzeć.
— Myslovitz, "Sekrety i kłamstwa".

koniec tego złego, początek dobrego, koniec babrania się w syfie, to głupie, byłam momentami o krok od być może nieodwracalnych zniszczeń.

mam ucho zimniejsze od Twoich dłoni.

czwartek, 24 lutego 2011

góra dół góra dół góra dół góra dół góra dół

to nie karuzela, nie panuję nad hormonami czy co, do kurwy nędzy, przed okresem szukam dziury w całym, przynajmniej mam taką nadzieję.
boję się odpowiedzialności, ciężaru, klatki, że nie mam wyjścia i jestem skazana, boję się zbyt dużych wyznań, których ja jeszcze nie potrafię odbić i nie będe tego robić, jeśli tak nie mam.

uwielbiam.
to okrutnie dużo, w tej chwili najwyższa poprzeczka na która mnie stać.

boję się, że mi się nie uda, mam w sobie małą dziewczynkę, tchórza, a równocześnie jestem silną kobietą, o której wiem, że nigdy nie zostawi siebie na lodzie, jestem w stanie się sobą zaopiekowac, tylko muszę wziąć sprawy w swoje ręce.
nie wiem czy boję się tego,że coś sie zchrzani, że będę chciała uciec i zapomnieć, a nie będę mogła, będę daleko, skazana na człowieka, z którym teraz chcę mieć tyle wspólnego i wcale nie przeszkadza mi bardzo wiele współnych planów i myśli. ale przez głupią przeszłość się asekuruję i nale teraz straciłam wątek.
nie mogę się temu poddać.

wiem, że jesteś mój. dla mnie. że dawno nie było z nikim tak naturalnie. że dostaję pierdolca od życia, a jestem z tobą i się uspokajam, serce i dusza biją równiej, mam oparcie i baterie.
ile trzeba przeczekać, żeby wypłynęła z krwi trucizna?
tymczasem dopisuję do listy następny punkt
gdzieś się zgubiłam, jestem polepiona, jedna ja mówi "ja wychodzę", druga "ja zostaję", chcę uciec i chcę, żebyś złapał mnie za rękę.
i czuję jak chwytasz mnie za twarz, patrzysz na mnie i mówisz rzeczy, o których zaraz polecą mi łzy, więc obracam wszystko w żart.

jestem niepoważna.
znów mnie wzruszasz. na wskroś.

niedziela, 20 lutego 2011

z tobą mogę codziennie jeść focacchię z oliwą. i solą! koniecznie musi być sól.
cieszy mnie to.
że tak mogę? mogę. ale ale, obiecaj, że co jakiś czas kupimy pomidory w puszce i zrobimy makaron, ok?
obiecuję.

zakładaj czapkę, bedziesz chory, a nie możesz być chory, bo ja jestem i nie będziemy mogli się odwiedzać.
a może zachorujemy we dwójkę?
żeby każdy leżał w swoim łóżku?
nie, chorujmy w jednym łóżku.
a kto nam bedzie robił herbatę? dobra, postawimy czajnik przy łóżku, ale to już szczyt lenistwa.
nie, mam lepszy pomysł, przenosimy się z materacem do kuchni.
to mam jeszcze lepszy pomysł, zamieszkajmy w kawalerce!
świetnie, ale kuchnia razem z pokojem...
...z aneksem...
no tak i tylko ten pokój i łazienka blisko mała i ten duzy materac.
fantastycznie! tylko musi być dla mnie kawałek podłogi, bo ja pracuję na podłodze.
dobra, to bedziesz pracować w łazience.


są takie chwile, kiedy myślę caps lock'iem, słucham cię i równocześnie klarują mi się myśli, o które bym się nie podejrzewała nawet sekundę wcześniej. jest pięknie. jesteś mój. w takim sensie, jak idziesz na zakupy i nic ci się nie podoba, ale nagle widzisz to coś, co jest twoje, wiesz, że czekało tam na ciebie wiele dni i nocy, jest z tobą zespojone, zrośnięte, nikt w tym tak dobrze nie leży.

a my leżymy idealnie.
dzielimy wszystko po połowie. wszytskie radości i wszytskie smutki. zapamietaj.

chcę się z tobą budzić, zasypiać, budzić, zawsze, zawsze, żeby rano cię poczuć i zobaczyć, żeby móc upewnić się, że nie jesteś tylko snem i że nie znikasz

no nigdy się nie doczekam. chcesz ze mną chodzić?


co to miało znaczyć? czego się nie doczekasz? posłuchaj mnie teraz uważnie, bo będę powtarzać to codziennie, od dziś już coraz częściej i bedziesz miała tego dosyć.
chcę z tobą chodzić, chcę z tobą leżeć, biegać, tańczyć, rozmawiać, płakać, śmiać się, jeździć, spać, jeść, podróżować, wkurzać się na ciebie, wkurzać się na mnie, chcę z tobą wszystko, zawsze. ostatnie dwa miesiące to najwspanialsze i najszczęśliwsze miesiące mojego życia. i niech się to nie kończy.


zawsze

środa, 16 lutego 2011

hej uświadomiłam sobie jedną rzecz

wiele czasu temu obiecałam sobie, że nie poświęcę dużej części swojego życia, w sensie zmiany planów czy miejsca dla gościa, z którym nie wiem czy chcę być całe życie i dlaczego mam marnować na niego najlepsze lata mojego życia.

jeśli chcesz być ze mną, jedź ze mną. za mną.

możesz być ZE mną. ale na pewno nie ZA mnie.

a wiadomo, że wszystko lepiej smakuje w dobrym towarzystwie.
chcę, żebyś był ze mną. nie zmarnuj tego.
to trochę przerażające, że nikt mnie tu oprócz ciebie nie trzyma. że myślę o tym wyjeździe, przecież na długo i nikomu nawet nie mówię, tak na prawdę, wiem, że to znak zapytania, ale nie ciąży mi czyjakolwiek obecnośc, nie chcę zostawać. kto ma zostać, ten zostanie. a reszta w takim razie nie jest ważna.
a ważne jest to, żebyś był obok i wyjechał i mieszkał i jadł i spał ze mną. cały świat obrócił się o 180 stopni.

jesteś niesamowity.
magiczny.
czy ty mnie podrywasz?
nie, ja się po prostu tobą fascynuję,
dla samej czystej przyjemności.
troche samolubnie.

ale nie mogę przestać

czwartek, 10 lutego 2011

to co, ja wprowadzam się do ciebie, ty wprowadzasz sie do mnie czy wynajmujemy cos na końcu świata?


wynajmujemy coś na końcu świata!



duże okna, duża przestrzeń, natura, zieleń, woda, powietrze, duże łóżko i designerskie gadżety. ale nie może być za sterylnie, musi być swojsko. może być ruchomo. domek na kółkach czy barka na kanale. pięknie doświetlony salon i duża wolnostojąca wanna.




żeby zmieściło się dużo przyjaciół i dużo rodziny, przytulnie i z miejscem dla każdego, do pracy i rozrywki, dużą kuchnią i spiżarnią. a może barka z restauracją na pokładzie?

mogłabym tak w nieskończoność.

zamieszkasz ze mną na barce?
haha, pewnie!
no, bo nie masz już teraz innej opcji w tej sytuacji.
ale ale w jakiej sytuacji?
no tej, co jest, od miesiąca conajmniej.

wtorek, 8 lutego 2011

muszę to wszystko zapisać, 
opadła mi szczena na wiadomość, że mozesz dostać pracę w BRAZYLII salvator, pozniej lucerna, lizbona, barcelona, zagrzeb. co z tego, że na pół roku, te 12-24 tygodnie robią ogromnie przerażające wrażenie. ale nie chcę byc samolubną suką, nie mam takich praw, a nawet jeśli, to jest na to odrobinę za wcześnie. ale i tak strzelasz mi prosto w twarz. i nagle słyszę, że to plan b, albo c nawet, że pierwszy raz w życiu, planujac coś na dłuższą metę, liczę się, że chcę być z kimś, z tobą, że chcę to pogodzić, nigdy tego nie robiłem, ani dla rodziny, dla przyjaciół, dla żadnej dziewczyny, z która byłem, nigdy, a teraz jesteś ty
jest tak cicho, że słyszę, jak od wilgoci mięknie papier, na którym właśnie maluję, nie potrafię się odezwać, sparaliżowało mnie to, ta odpowiedzialność.
pogadamy o tym kiedy indziej, na żywo, nie na skypie, bo równocześnie mam ochotę od ciebie uciec i równocześnie chcę, żebyś mnie złapał za rękę i zmusił do spojrzenia sobie w oczy. nie, ty mnie nie musisz zmuszać.
wiem, że się martwisz, bo pierwszy raz na tyle czasu milknę.
i zaczyna się gadka o moich studiach, to dla za wcześnie na decyzje, a ty mi na to, że dobrze by było wiedzieć, bo nie wiesz, gdzie szukać pracy, że jeśli to am być warszawa, łódź, poznań, wrocław czy gdańsk to musisz wiedzieć, w marcu wysyłać cv.

jestem w stanie wydukać tylko jedno zdanie, na wydechu, mam w oczach łzy, nie wiem dlaczego, a już znam odpowiedź, wiem co powiesz


...ty chcesz ze mną jechać?

poniedziałek, 7 lutego 2011

biję się ze sobą. boję się przyznać, że kogoś potrzebuję.
i need you to need me


i skoro sama przed sobą mam ochotę to ukryć, to jak to ma działać, skoro równocześnie chciałabym, żebyś też wiedział. kłoci mi się ze sobą jakaś teoria tego,że nie mogę mówić za dużo i to, że przy tobie teorie wszystkie bledną i nie zauważam w ogóle ich obecności, tak na prawdę myślę, że nigdy ich nie było, są nienaturalne.
ale jeśli to prawda? i nagle wszystko pęknie, jak te czarne bańki mydlane?
odbija mi się wtedy po ścianach czaszki, że warto, warto było
warto było
warto było
warto jest


to moje zakochane bez pamięci OK

zgadzam się, bedziemy się wkurwiać, bedzie nam źle, będziemy się nienawidzić, zasmucać i ranić.

szklą mi się oczy, bo mam oczy.
ja uciekam, spierdalam, znam siebie, nie wiem czy tego nie zrobię, jak zacznę gnić od środka, dusić się.
mówisz, jakbyś była pewna.
nie, nie jestem pewna, ale wiem, że tak juz bywało, teraz tak nie jest, ale nie mogę ci nic obiecać.

trudno. to będę o ciebie walczyć.
boję się powtórek z przeszłości, że ten brak walki będzie największą zdradą.
ale ale, przecież, nikt nie chce płacić za grzechy innych, nieważnych, poprzednich, już sennie zamazanych.
może oni nigdy nie byli ważni?

przypomniało mi się, że kobieta, która tylko mówi "nie", ma na myśli "nie", a ta, która swoje "nie" tłumaczy- chce zostać przekonana.



jestem na pograniczu, spaceruję po cienkiej linie.
pytanie- czy jesteś dłonią, dzięki której utrzymuje równowagę, czy jesteś liną, a może jesteś tylko spokojną przystanią, przystankiem stop z ciepłym obiadem i kieliszkiem wina.
gdzie jest mój koniec?

sobota, 5 lutego 2011

rysujesz mi na plecach szybko litery, kreslisz zdania, myslac, ze nic nie jestem w stanie wyczuc


pisze za szybko, nie nadazasz, nie nadazasz, wiem, ze nie jestes w stanie tego uchwycic.

a ja pomimo, ze nie zgaduje literki po literce, to doskonale wiem, co mi pichcisz na plecach. k. czuje. o. nie mam odwagi powiedziec tego na glos. c. mysle ze mi sie wydaje. h. czuje twoj cieply oddech. a. udaje teraz, ze nie wiem o co chodzi. m. wszystkiego juz sie domyslilam. c. a ty dalej zyjesz w przeswiadczeniu, ze ja o niczym nie wiem. i. na prawde? ę.

na prawdę
to co z tym sniadaniem do lozka?

piątek, 4 lutego 2011

kiedy psychicznie czujesz sie spokojna, sen sam przychodzi, wiesz, ze nikt cie nie obudzi, ze nic ci nie grozi

mam niejasne przeczucie, ze wlasnie mam wszystko, czego bym chciala. tylko od czasu do czasu jestem pod narkozą innej rzeczywistosci.
mam ochote powiedziec,
i'll have a dinner, join me, if you want to
bez pytan, kobiety nie lubia pytan, lubia wiedziec, czego chca.
chodz, polezec ze mna, po prostu polezec w lozku, nic nie robic, moze obejrzec film, a moze nie, zawinac sie w koc i patrzec jak szyby okien płaczą, a wiatr wydyma policzki drzewom. wyobraz sobie drzewo zapakowane w czarny pogrzebowy tiul. i stada czarnych baniek, bo wymieszałam je z tuszem i maluje nimi obraz. mam twarz w czarne piegi, bańki rozbijają się o kości,
jestem roztarta, jak moja przysłona od migawki, wpuszczam  światło do środka i dlatego mam wrażenie, że jestem oślepiona, jak we śnie, nie mogę do końca otworzyć oczu, czasem, kiedy tak lezymy, mam wrażenie, że lepiej cię widzę z zamkniętymi, po cichu i po dotyku, mój wzrok się wyczerpał, do niczego nie jest mi potrzebny, mam wyostrzone wszystkie inne zmysły. może to tak właśnie? kiedy  nie muszę na ciebie patrzeć, ale muszę czuć twoją obecność. nie skype'm, telefonem, ale właśnie to, że siedzisz tuż obok, nie daleko, że mogę cię dotknąć, jeśli tylko chcę i wiem, że obudzisz mnie właśnie dotykiem, a ja się nie przestraszę, tylko jeszcze z zamknietymi oczami zarzucę ci ramiona na szyję i wymruczę gdzieś w obojczyk, że dobrze że jesteś. nie, cofnij, dobrze że jestesmy.
patrzysz na mnie właśnie tak. usmiechliwie i mimo tego ze niewyraznie, to ja doskonale wiem

moze to ten 14 czerwca

czwartek, 3 lutego 2011

wiem, że mogę wrócić do domu, żeby się wyspać, że mogę nie nadkładać drogi i mogę wcale nie dzwonić, kiedy mi źle i zaraz się rozpłaczę. ciężko oddycham i nie mrugam, słucham tego głosu, mózgu, który uwodzi mnie nawet obrazami autocada i konwertowania plików
uwielbiam cię słuchać
ale rozumiesz w ogóle coś z tego co mówię?

mam wrażenie, że nikt nigdy do końca za mną nie nadążał, że zawsze kogoś ciągnęłam, albo kopałam w dupę. a tutaj jestem w szoku, słucham cię i mam ochotę krzyczeć, zachowujesz się jak ja, tak samo mówisz, czuję tę samą energię, moglibyśmy zamienić się miejscami, a ja czułabym się jak we własnym ciele.

zawrotnie szybko się do ciebie przyzwyczajam i równocześnie bardzo się tego boję i wystrzegam i nie umiem. dzwonić i prosić o pomoc, kiedy cię potrzebuję. a naturalnie muszę musnąć chociaż twoje myśli, być fatamorganą, którą widzisz w gorączce i w tej samej chwili spokojnie zasypiam, wiedząc, że siedzisz 2 metry ode mnie i wiem, że już nic nie muszę.
jakoś mi łatwiej

jedziemy na 5 czy na 7 dni?
głupie pytanie.


właśnie podpisałeś cyrograf. i jeszcze sam za niego zapłaciłeś.

wtorek, 1 lutego 2011

usiądź wygodnie, ja polepię i zlepię w jedną część.
jest fajnie
do kurwy nędzy, NIGDZIE NIE CHCĘ UCIEKAĆ
czuję spokój.

pomyślałam dziś o takich 3 rzeczach i nie wiem czy jesteśmy do siebie tak podobni, bo jesteśmy, ale nie możemy być za bardzo, bo inaczej byśmy ze sobą nie wytrzymali. nie widzę cię zaledwie jakieś 6 godzin, nie słyszę jakieś 3 i myślę że dawno cię nie widziałam. to nienormalne.

dziko wsłuchuję się w siebie. niech tak będzie, co chce, co ma być, jak leci.
do tej pory żyłam piękną maksymą, że JUTRA NIE MA. a przekonuję się o tym, że ba, jutro jak najbardziej JEST, trzeba je stworzyć, a co najważniejsze, jest dla chcących, a ja do jasnej mańki- chcę, żeby dziś trwało i żebym się nie musiała martwić, że jutra nie ma, tak bardzo chcę, żeby było. to jutro. i dziś. to jutro.

gdańsk, warszawa, toruń, poznań, kraków, wrocław, zakopane, wiedeń, berlin, praga, mediolan, rzym, oslo, kopenhaga, dublin, islandia, francja, portugalia, skandynawia, hiszpania, czarnogóra, rosja, szwajcaria, włochy, toskania, grecja, dubrovnik, CHILE. o kurwa, to się nie skończy.