biję się ze sobą. boję się przyznać, że kogoś potrzebuję.
i need you to need me
i skoro sama przed sobą mam ochotę to ukryć, to jak to ma działać, skoro równocześnie chciałabym, żebyś też wiedział. kłoci mi się ze sobą jakaś teoria tego,że nie mogę mówić za dużo i to, że przy tobie teorie wszystkie bledną i nie zauważam w ogóle ich obecności, tak na prawdę myślę, że nigdy ich nie było, są nienaturalne.
ale jeśli to prawda? i nagle wszystko pęknie, jak te czarne bańki mydlane?
odbija mi się wtedy po ścianach czaszki, że warto, warto było
warto było
warto było
warto jest
to moje zakochane bez pamięci OK
zgadzam się, bedziemy się wkurwiać, bedzie nam źle, będziemy się nienawidzić, zasmucać i ranić.
szklą mi się oczy, bo mam oczy.
ja uciekam, spierdalam, znam siebie, nie wiem czy tego nie zrobię, jak zacznę gnić od środka, dusić się.
mówisz, jakbyś była pewna.
nie, nie jestem pewna, ale wiem, że tak juz bywało, teraz tak nie jest, ale nie mogę ci nic obiecać.
trudno. to będę o ciebie walczyć.
boję się powtórek z przeszłości, że ten brak walki będzie największą zdradą.
ale ale, przecież, nikt nie chce płacić za grzechy innych, nieważnych, poprzednich, już sennie zamazanych.
może oni nigdy nie byli ważni?
przypomniało mi się, że kobieta, która tylko mówi "nie", ma na myśli "nie", a ta, która swoje "nie" tłumaczy- chce zostać przekonana.
jestem na pograniczu, spaceruję po cienkiej linie.
pytanie- czy jesteś dłonią, dzięki której utrzymuje równowagę, czy jesteś liną, a może jesteś tylko spokojną przystanią, przystankiem stop z ciepłym obiadem i kieliszkiem wina.
gdzie jest mój koniec?



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz