z tobą mogę codziennie jeść focacchię z oliwą. i solą! koniecznie musi być sól.
cieszy mnie to.
że tak mogę? mogę. ale ale, obiecaj, że co jakiś czas kupimy pomidory w puszce i zrobimy makaron, ok?
obiecuję.
zakładaj czapkę, bedziesz chory, a nie możesz być chory, bo ja jestem i nie będziemy mogli się odwiedzać.
a może zachorujemy we dwójkę?
żeby każdy leżał w swoim łóżku?
nie, chorujmy w jednym łóżku.
a kto nam bedzie robił herbatę? dobra, postawimy czajnik przy łóżku, ale to już szczyt lenistwa.
nie, mam lepszy pomysł, przenosimy się z materacem do kuchni.
to mam jeszcze lepszy pomysł, zamieszkajmy w kawalerce!
świetnie, ale kuchnia razem z pokojem...
...z aneksem...
no tak i tylko ten pokój i łazienka blisko mała i ten duzy materac.
fantastycznie! tylko musi być dla mnie kawałek podłogi, bo ja pracuję na podłodze.
dobra, to bedziesz pracować w łazience.
są takie chwile, kiedy myślę caps lock'iem, słucham cię i równocześnie klarują mi się myśli, o które bym się nie podejrzewała nawet sekundę wcześniej. jest pięknie. jesteś mój. w takim sensie, jak idziesz na zakupy i nic ci się nie podoba, ale nagle widzisz to coś, co jest twoje, wiesz, że czekało tam na ciebie wiele dni i nocy, jest z tobą zespojone, zrośnięte, nikt w tym tak dobrze nie leży.
a my leżymy idealnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz