poniedziałek, 28 marca 2011

wiem, że wiesz, że to było dla mnie ważne. szybko pociły mi się oczy pod powiekami, szybko mrugałam i patrzyłam w wizjer aparatu, żeby nikt nie zobaczył, jak mnie to wali na łeb, na szyję, zaryłam nosem już w ten złoty piasek z dzieciństwa, tylko dziś po drodze potknęłam się o gruzy i stare lodówki, a cenne kolory zszarzały i straciły blask.
może jestem przed okresem, może to hormony, wiem, wiem, że zawsze mam na co zwalić winę, ale na prawdę jestem inna, wkurwiam sama siebie, a Ty mimo tego, że potrafię bez mrugnięcia okiem pokazać ci środkowy palec (od razu tego żałuję), dalej mnie kochasz i jesteś obok, i idziesz obok i zatrzymujesz mnie w swoich ramionach, zmuszając do popatrzenia ci w oczy i uniemożliwiasz ucieczkę i schowanie się w mysią dziurę. Wtedy najbardziej cię potrzebuję.



dziękuję, że jesteś. gdy zmywam grób dziadków, w mieście, gdzie cała zgraja skłóconej rodziny nigdy nie przyjdzie go oporządzić.  gdy pijemy wódkę z ludźmi, którzy sa mi tam najbliżsi i wiem, że to oni będą ze mną, mam nadzieje, zawsze.

poznajesz mnie. po moich korzeniach. nie pamiętam, żebym komuś tak się otworzyła.
muszę ci to napisać.

to my. trochę spleceni, ale dalej wolni. muszę cię dotykać, ty mnie obejmujesz i możemy prosperować. jak dobrze prosperujaca firma. tzn że daje nadzieje na przyszłość?
uwieczniam nas ile mogę, to dowody na wypadek, gdybym miała jednosekundową amnezję.
tak, istniejemy.
może zawalić się niebo.


nie wiem kim bym była dziś, gdybyś się nie pojawił, ale nie chcę tego zmieniać.
jeśli coś ma się udać, to obie strony muszą tego bardzo chcieć.


jestem piekielnie zakochany, nigdy nie znałem takiego uczucia.

chcę bardzo

środa, 23 marca 2011

"-dlaczego pani mężczyzna jest z panią?
-bo jest zwierzęciem stadnym, a we mnie jest wiele kobiet."


chcę cie zaskakiwać, powoli ujawniać różne strony, kartki z zeszytów, pudełek i skarbów.
chcę być twoją wiosną.

czasem trace pewnosc siebie, ta naturalna postawe, ktora nie sprawia mi zadnych problemow, nieswiadomie przybrana raz nie odlepia sie wcale. ale czasem się rozwarstwiam, cichnę, głupieję, ciśnie mi się krwią jakaś niezrozumiała i bezpodstawna zazdrość o kobiety, które nie są wcale ważne. i wiem o tym. jestem o tym przekonana do szpiku myśli, ale czuję się obco wśród przyjaciół, którzy głupimi żartami potrafią nagle sprawić, że momentalnie blednę.
wiem, że muszę nad tym popracować, przeszkadza mi taka ja. a może to tylko gorszy dzień i muszę to przezyć, sama przemyśleć.


nie bój się, nie martw się, między nami wszytsko jest w porządku.



chciałbym do ciebie jutro przyjechac, ale na prawdę nie mogę no dlaczego no
nie szkodzi, przecież nic nie ucieknie
ty mi uciekniesz, uciekasz mi każdego dnia, a ja każdego dnia cię gonię i to mi się tak podoba


chyba oboje jestesmy mysliwymi, nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawe, ale na razie pierwszy raz udaje mi sie dzialac tak, zebysmy oboje mogli polować i pożerać się, nasycać, a wciąż za sobą gonić i tropić. płyniesz we mnie siłą, której tak mi brakowało. jak przypora, dzięki której mogę piąć się wciąz wyżej i wyżej.

frunę.
moje piórko.

niedziela, 20 marca 2011

wyhodowałam swoje imię.

byłam dziewczynką, zdrobnieniem, kruszynką i miłym ciepłym puszkiem, który rozjaśnia mniej pogodne dni.
przez tyle nie przeszkadzało mi to, ba, sama się tak nazywałam, zuzia, jak asia, kasia, normalna, miła, grzeczna, ułożona, a zaczęło mnie wkurwiać, kiedy zaczęło to nade mna panować. dojrzałam do zmian, na przekór przyzwyczajeniom, innym, zbudowalam się na nowo, z pasją. nawet imie mam inne. zuza,
moge być twoja zuzanką, zuzką, ale to wszytsko jest niczym przy mnie. jestem twarda.

wiem, ze dam rade. nikt nie mówi, że to bedzie łatwe, na pewno przede mna wiele poślizgów i nieporozumień i dołów czarnych, cuchnacych zgnilizną.
ale wiesz co jest wazne? ze wiem, ze bedziesz obok. ze nie damy sobie nawzajem spleśnieć. że my sie nie zepsujemy.
nie mam pojecia jak to bedzie wygladac, czy wyladujemy na lotnisku w obcym miejscu i nie bedziemy wiedzieli dokąd możemy iść, gdzies spac, skad wziac bezpieczenstwo i dom.

o jasny gwint, tak, chce stworzyc z toba dom. to moga byc 4 sciany, ale ufne i swoje. z gadzetami mówiącymi o nas, kilkoma skrytkami na sekrety, miejscem do pracy i powagi, ze przy jednym stole siedzimy naprzeciwko siebie i kazdy sobie robi co musi, po to, by pozniej polozyc sie obok siebie i ogladac do nocy film, zeby zakwitac co chwila nowym.



mozecie mnie nienawidzic.
wyjezdzam.

poniedziałek, 14 marca 2011

nie wiem kiedy mija ten czas, uświadamiam sobie, że widzimy sie prawie codziennie od 3 miesięcy i wcale nie jest to męczące, ba, a nawet czasami jest wciąż za mało, nigdy nie jest za dużo, jesteś na akurat, niczego nie brakuje.

mówię to głośno. kilka słów, wyszeptuję w obojczyk, patrzę w oczy, które momentami są smutne, zszokowane, rozpostarte ze zdziwienia, że jesteśmy, że to nie sen, że ja, że ty, że nasze myśli razem splątane, że uwielbiam twój umysł, twój mózg, że możemy rozmawiać, gadamy godzinami, na tak przeróżne tematy, że w środku konwersacji zaczynam chichotać, od zielonych łabedzich kup, których nigdy nie widziałeś, przez przepisy na pyszne obiady, morderstwa, wojny, po wychowanie dzieci. jest wszystko.

patrzysz na mnie
co?
nic. a właściwie wszystko.


próbuję sobie przypomnieć ten wieczór, emocje, coś co mnie nie przygniotło. jestem spokojna, na prawde jestem przy tobie spokojna, nie musze sie bac. powoli zapominam o rzeczach, ktore potrafily sprawic, ze sztywnialam ze stresu.

wiem, ze sa momenty, kiedy sie boisz, kiedy cos powiem nie tak, zle ubiore w slowa moja niepewnosc, nie martw sie, mow mi wszystko, rozmawiajmy, nic innego nam nie pozostaje, jesli chcemy, zeby to trwalo.
jesli chcemy byc.

kochaj mnie.