nie wiem kiedy mija ten czas, uświadamiam sobie, że widzimy sie prawie codziennie od 3 miesięcy i wcale nie jest to męczące, ba, a nawet czasami jest wciąż za mało, nigdy nie jest za dużo, jesteś na akurat, niczego nie brakuje.
mówię to głośno. kilka słów, wyszeptuję w obojczyk, patrzę w oczy, które momentami są smutne, zszokowane, rozpostarte ze zdziwienia, że jesteśmy, że to nie sen, że ja, że ty, że nasze myśli razem splątane, że uwielbiam twój umysł, twój mózg, że możemy rozmawiać, gadamy godzinami, na tak przeróżne tematy, że w środku konwersacji zaczynam chichotać, od zielonych łabedzich kup, których nigdy nie widziałeś, przez przepisy na pyszne obiady, morderstwa, wojny, po wychowanie dzieci. jest wszystko.
patrzysz na mnie
co?
nic. a właściwie wszystko.
próbuję sobie przypomnieć ten wieczór, emocje, coś co mnie nie przygniotło. jestem spokojna, na prawde jestem przy tobie spokojna, nie musze sie bac. powoli zapominam o rzeczach, ktore potrafily sprawic, ze sztywnialam ze stresu.
wiem, ze sa momenty, kiedy sie boisz, kiedy cos powiem nie tak, zle ubiore w slowa moja niepewnosc, nie martw sie, mow mi wszystko, rozmawiajmy, nic innego nam nie pozostaje, jesli chcemy, zeby to trwalo.
jesli chcemy byc.
kochaj mnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz