to trochę przykre. za każdym razem gdy o to pytasz zbiera mi się na płacz.
muszę się z tego wyciagnąc. za uszy.
mam 22 lata i nie wiem co chce robic. jakei kolejne studia beda tym, co chcialabym robic cale zycie, do czego bede co rano wstwac z usmiechem. to dla mnie nie jest latwe,
trudno mi nawet ustanowic pewne priorytety i cele, do ktorych chce dażyć, bo do jasnej cholery, wiem JAK cos moge robic, ale nie wiem CO.
nie umiem siedziec 8 godzin za biurkiem dzien w dzien.
MUSZE współpracowac z ludźmi. codziennie. nowymi. dzwonic, umawiac sie, dyskutowac, namawiac, pertraktowac.
chce DZIAŁAĆ. ogarniać, załatwiać, szukać, dawać radę, piąć się wyżej i wyżej, pokazywac, że TAK, DAM RADĘ.
liczą się dla mnie szczegóły tego co robię, ale wciąz musze pamietać o ogóle, o kupie, która trzyma mniejsze w garści.
kocham gotować, mieszać, smakować, wąchać, wkładać twarz w opary nad garnkiem i jak bucha mi gorące powietrze z piekarnika, w ostatniej chwili zdejmowac garnek z gazu, sekundę przed wykipieniem zawartości, zbierać owoce i mrozić je, wyjmować, gdy najdzie mnie ochota na muffiny z malinami z własnego ogrodu. kocham jak mogę rozetrzeć w palcach zioła, gdy siekam czosnek i wszytsko mi pachnie indyjskimi przyprawami, jak czuję jak nożem rozpływa się śpiewnie kurczak i pod palcami chrzęści sól.
maluję, projektuję, ale wszystko jest ZA KRÓTKIE.
co mam zrobić?
to straszne, ale okrutnie szybko się nudzę. coś wychodzi mi z entuzjazmem prze tydzień, a każda kolejna próba kończy się fiaskiem. już nie potrafię. zmalowałam piękne obrazy, kleksy i portrety tuszowych generałów.
musiałam zrobić przerwę. znaleźc coś nowego. miejsce, inspiracje.
nie popedzajcie mnie. musze we własnym tempie, bo inaczej nigdy nie wejdę do tego zimnego jeziora. na poczatek mocze kostki, smaruje się zimnem po łydkach.
czas się przyzwyczaić, prawda?
wtorek, 30 sierpnia 2011
piątek, 26 sierpnia 2011
Kochanie, jesteśmy zmęczeni
deszcze i upały nie pozwalają nam się skupić, marnotrawimy czas na przedłużających się i nudnych przedsięwzięciach.
jest lepko. cały świat się do nie lepi, a ja strzepuje go niecierpliwie z ramion. myślisz, że jak to jest? nie dostać się na na studia, nigdzie. wiem, że to kolejne, ale nigdzie cię nie chcą. wiesz jak to jest?
czas się wypiąć i znaleźc sobie inne miejsce, prawda?
musi się dużo dziać, bo zgnijemy. nie tam ci zmarnieć, struć się rzeczywistością,
mrożę ci kostki lodu w zamrażalce, na okłady z moich ust i słodkie zimne maliny
lato naszego związku
kwitnę
deszcze i upały nie pozwalają nam się skupić, marnotrawimy czas na przedłużających się i nudnych przedsięwzięciach.
jest lepko. cały świat się do nie lepi, a ja strzepuje go niecierpliwie z ramion. myślisz, że jak to jest? nie dostać się na na studia, nigdzie. wiem, że to kolejne, ale nigdzie cię nie chcą. wiesz jak to jest?
czas się wypiąć i znaleźc sobie inne miejsce, prawda?
musi się dużo dziać, bo zgnijemy. nie tam ci zmarnieć, struć się rzeczywistością,
mrożę ci kostki lodu w zamrażalce, na okłady z moich ust i słodkie zimne maliny
lato naszego związku
kwitnę
niedziela, 21 sierpnia 2011
Kiedy patrzę na Ciebie gdy przeciagasz sie w łóżku rankiem, naprężając ciało pod turkusowym tshirtem, kiedy widzę ciepłe spojrzenie podczas kolacji z rodziną, kiedy czuję zapach twoich włosów gdy zachodzące słońce głaszcze je promieniami, gdzy uśmiecham się do ekranu komorki gdy czytam o malowaniu, gdy słysze zmeczony głos w telefonie, gdy widzę jak ci smakuje nowe danie, gdy cieszysz sie jak znajdujesz śliczną rzecz w skrzyni ze starociami, jak słysze twój oddech w ciepla noc, gdy czuje twój zapach gdy zbliżasz sie w tańcu na parkiecie, gdy śmiejesz się z żartow w gronie znajomych, gdy skupiasz sie nad pracą, gdy planujesz i marzysz odplywajac w dalkie kraje daleko w przyszłość, gdy mnie starsz się zrozumieć nawet wtedy kiedy wiem że to trudne, gdy jesteś. W każdym tym momencie uświadamiam sobie jak bardzo Cię kocham i jak Cię potrzebuję.
wtorek, 16 sierpnia 2011
such a sexy time of day
zabierz mnie do amsterdamu
jestem znudzona brzydkim, szarym, starym światem, łaknę cała sobą nowych, nowych, nowych.
miejsc, ludzi, spotkan, nowoczesnych budynków, i starych z nowymi stalowymi czerwonymi podporami, kanałów, nad którymi możesz przysiąść z pizzą i piwem, książek w nowych językach, kolorowej skóry, książek na turbo przecenowych targach, lumpeksów z najdroższymi projektantami, pchlich targów ze srebrnymi łyżeczkami, mieszkania z wielkim okenm, przy którym mogłabym malować, balkonu do ćwiczenia jogi, pięknych ulic, metra, rowerów, uśmiechnietych ludzi, którzy zuepłnie obcy rozmawiają ze sobą na przejściu dla pieszych, sąsiadów, którzy podlewają ci kwiaty, gdy ciebie nie ma, wina pitego na dachu, nocnych spacerów, nocnych rozmów, wschodu słońca nad wodą, ogladania mew, padania wieczorem do wspólnego łózka i budzenia się ze snem na ustach.
zabierz mnie do amsterdamu
jestem znudzona brzydkim, szarym, starym światem, łaknę cała sobą nowych, nowych, nowych.
miejsc, ludzi, spotkan, nowoczesnych budynków, i starych z nowymi stalowymi czerwonymi podporami, kanałów, nad którymi możesz przysiąść z pizzą i piwem, książek w nowych językach, kolorowej skóry, książek na turbo przecenowych targach, lumpeksów z najdroższymi projektantami, pchlich targów ze srebrnymi łyżeczkami, mieszkania z wielkim okenm, przy którym mogłabym malować, balkonu do ćwiczenia jogi, pięknych ulic, metra, rowerów, uśmiechnietych ludzi, którzy zuepłnie obcy rozmawiają ze sobą na przejściu dla pieszych, sąsiadów, którzy podlewają ci kwiaty, gdy ciebie nie ma, wina pitego na dachu, nocnych spacerów, nocnych rozmów, wschodu słońca nad wodą, ogladania mew, padania wieczorem do wspólnego łózka i budzenia się ze snem na ustach.
czwartek, 11 sierpnia 2011
nie bądźmy tacy zmęczeni. to wakacje. a jak nie ja to Ty, jak nie Ty to ja.
tak mało mamy czasu.
tak mało mamy siebie.
pada deszcz. upiekłam drożdżówkę.
jadąc deszczowym autobusem, pomyślałam, że to jest tak jak właśnie powinno byc. jest idealnie.
jestem z zgodzie z przeszłością. z tym co jest teraz. cieszę się na niewiadome, niespodziankowe jutro. trochę juz wiem, dużo zostaje ukryte.
to trochę jak kalendarz adwentowy.
zobacz, codziennie możesz wyjąć czekoladkę.
jeśli tylko chcesz.
i jeśli tylko potrafisz ją znaleźć.
w milionach szczegółów.
tak mało mamy czasu.
tak mało mamy siebie.
pada deszcz. upiekłam drożdżówkę.
jadąc deszczowym autobusem, pomyślałam, że to jest tak jak właśnie powinno byc. jest idealnie.
jestem z zgodzie z przeszłością. z tym co jest teraz. cieszę się na niewiadome, niespodziankowe jutro. trochę juz wiem, dużo zostaje ukryte.
to trochę jak kalendarz adwentowy.
zobacz, codziennie możesz wyjąć czekoladkę.
jeśli tylko chcesz.
i jeśli tylko potrafisz ją znaleźć.
w milionach szczegółów.
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
krótko. zawsze. przez przypadek, jakoś tak wyszło. to mógł byc pociąg, samochód, autokar, stacja benzynowa. tak miało być i już.
i już.
to zabawne, niknie całość na około, kiedy jem z tobą sniadanie i idę obok prowadząc rower
małe codzienności
wiesz, że nigdzie nie chcę uciec? to dla mnie nowość.
kochany
Joel: I can’t see anything that I don’t like about you.
Clementine: But you will! But you will. You know, you will think of things. And I’ll get bored with you and feel trapped because that’s what happens with me.
Joel: Okay.
Clementine: [pauses] Okay.
powiedział mi, że nigdy nie pytam go gorączkowo przez 10 minut, które buty na obcasie mam założyć i w których lepiej wyglądam. a przecież na spotkanie z byłym trzeba wygladać najzajebiściej na świecie!
ale po co?
żeby wiedział, co stracił.
wiesz co, baby to jednak chuje. mówi się, że faceci sa chujami, ale kobiety są jeszcze gorsze! przecież on się już pogodził z tym, że cię stracił, a ty mu jeszcze musisz szpilę...
cóż to takie babskie, ale inaczej się nie da. przecież nie pójde brzydka i nieszczęśliwa, nie?
ZWŁASZCZA, że kwitnę. i jestem najszczęśliwsza.
dobrze, niech wie, kogo stracił i kogo nigdy mu nie oddam
i już.
to zabawne, niknie całość na około, kiedy jem z tobą sniadanie i idę obok prowadząc rower
małe codzienności
wiesz, że nigdzie nie chcę uciec? to dla mnie nowość.
kochany
Joel: I can’t see anything that I don’t like about you.
Clementine: But you will! But you will. You know, you will think of things. And I’ll get bored with you and feel trapped because that’s what happens with me.
Joel: Okay.
Clementine: [pauses] Okay.
powiedział mi, że nigdy nie pytam go gorączkowo przez 10 minut, które buty na obcasie mam założyć i w których lepiej wyglądam. a przecież na spotkanie z byłym trzeba wygladać najzajebiściej na świecie!
ale po co?
żeby wiedział, co stracił.
wiesz co, baby to jednak chuje. mówi się, że faceci sa chujami, ale kobiety są jeszcze gorsze! przecież on się już pogodził z tym, że cię stracił, a ty mu jeszcze musisz szpilę...
cóż to takie babskie, ale inaczej się nie da. przecież nie pójde brzydka i nieszczęśliwa, nie?
ZWŁASZCZA, że kwitnę. i jestem najszczęśliwsza.
dobrze, niech wie, kogo stracił i kogo nigdy mu nie oddam
niedziela, 7 sierpnia 2011
kim jesteśmy, żeby się starzeć?
to trudne. chce mi się śmiać. leżymy na dwóch leżaczkach, opatuleni od stóp do głów, bluzy z kapturami, koce i śpiwory, ciepło zawinięte pod nóżki, takim babcinym sposobem. i gapimy się w gwiazdy trzymając się za ręce. to śmieszne. chcę wycierać ci gluty spod nosa. i żebyś ty mógł mi. chcę tak leżeć, nawet wtedy i właśnie wtedy, kiedy nie bedziemy umieli robić już nic innego. tylko cieszyć się tym, że wciąż nam się chce.
historie z przeszłości są tylko powidokami miłości, o której się mówi, kręci filmy i pisze wiersze. czymś niestałym, lekko nietrzeźwym, jak ciepła plastelina, którą zaklejasz sobie oczy. to się nie liczy, jest czas, kiedy uciekasz w uczucia, nic inne się nie liczy i
nadszedł czas, gdy uczucia zagarniają cię tak mocno, że wszytsko inne współpracuje, tak na prawdę, nie kłamię, że coś z tego wyszło.
wiem o tym.
to trudne. chce mi się śmiać. leżymy na dwóch leżaczkach, opatuleni od stóp do głów, bluzy z kapturami, koce i śpiwory, ciepło zawinięte pod nóżki, takim babcinym sposobem. i gapimy się w gwiazdy trzymając się za ręce. to śmieszne. chcę wycierać ci gluty spod nosa. i żebyś ty mógł mi. chcę tak leżeć, nawet wtedy i właśnie wtedy, kiedy nie bedziemy umieli robić już nic innego. tylko cieszyć się tym, że wciąż nam się chce.
historie z przeszłości są tylko powidokami miłości, o której się mówi, kręci filmy i pisze wiersze. czymś niestałym, lekko nietrzeźwym, jak ciepła plastelina, którą zaklejasz sobie oczy. to się nie liczy, jest czas, kiedy uciekasz w uczucia, nic inne się nie liczy i
nadszedł czas, gdy uczucia zagarniają cię tak mocno, że wszytsko inne współpracuje, tak na prawdę, nie kłamię, że coś z tego wyszło.
wiem o tym.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


