czwartek, 10 listopada 2011

wciąż jestem dwustronna.
mam dreszcze od życia. stają mi włosy na całym dziele, czuję spazmy, teraz, już, trzęsie mną. chcę więcej.
jestem na głodzie, wiesz? dzień jest zbyt długi. cieszę się wstwaniem o 11, bo to już kilka godzin, które przeżyłam, we snie, ale tyle się działo, widziałąm tych ludzi, których tu i tearz zobaczyć nie mogę i to jeszcze troche potrwa.

siedzę w barze i mijaja mnie tak dziwni ludzie. niektórzy to tylko lunch o 13, wino i makaron. mam taką ochotę na makaron. zrobię własny, domowy, słony i do tego stopnia niekształtny, że właśnie rodzący swoją własną niezależność. to ja.

rodzę się na nowo. powoli, ale nieustannie.
zobacz, to moje palce, niezmiennie, od zawsze, uniesione w górę. odwieczny problem zbyt wielu pytań do świata i dociekliwości, która we własnym rytmie zawsze pomaga mi osiągnąć, to czego chcę.
jeśli już w końcu rozumiem czego chcę.

falowo, odbijam się od kolejnych szczebli. to dziwna drabina, ma dużo rozwidleń. ale stojąc w  miejscu nikt się nie rozwija, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz