sobota, 14 maja 2011

"Zatrzaskuje drzwi rzucając ostatnie „dowidzenia” i „dziękuję”. Są fajną parą, polubiłem ich mieć razem. Przeskakując trawnik myślę o tym, co im powiedziałem. My. Liczba mnoga jedności. Robimy imprezę razem – co robicie w połowie czerwca? Pracujesz? No tak ona pracuje i to ciężko, podziwiam to i wiem, że dobrze trafił. zasłużył na to, z resztą oboje na siebie zasłużyli. Czy tak jak my? Tak.
Przebiegając na czerwonym do tramwaju gdzieś na dnie świadomości mam myśl o kilku ostatnich miesiącach. Wpadam do tramwaju, 5, ostatni kurs. Mało ludzi jakieś parki, kilkoro zmęczonych po pracy, ludzie ode mnie z osiedla. Siadam i wpadam w czarną dziurę odizolowania. Tak jakbym wcale nie jechał tym tramwajem. Myślę o Tobie. Czy macie czas w połowie czerwca? Zaczynam się zastanwiac nad posiadaniem stałych w życiu, wiesz takich rzeczy, na których można polegać. Dotychczas niewiele ich miałem, bardzo niewiele. Teraz jestem bogaty. I szczęśliwy. Wyłączony z gniazdka rzeczywistości płynę stalowym pojazdem przez czerń nocy. Przystanek, szybka wysiadka i ciepły wiatr na ciele. Zrobiła się wiosna. Ni wiem skąd czuje zapach kwiatów unoszaczych się nade mną. Tu ich nie ma, były gdzieś tam w przeszłości, ale tak jakby wczoraj, dziś. Idę, a zapach świeżego chleba przeplnia cała ulicę. Jak dawno nie sprawiało mi tyle radości zwykle maszerowanie ulicą. To był dobry wieczór. Kilka mochito, niezliczone lampki wina, jakieś inne kolorowe trunki. Ogólnie dobry wieczór. Starała się – jedzenie na plus, dotrze się. Najważniejsze, że ma chęć i próbuję, nie czkając na magicznego kucharza z bajki na białym koniu i z tytułami Mister Universum i Mistrza Patelni w jednym.
Kolejne kostki brukowe znikają mi pod nogami. Lewa, prawa, but brązowy. Cześć. Rzucam do znajomego na przystanku. Stoi z grupa znajomych. Jacyś kolesie kilka panien. Fajne. Ból. Nie ma cię z boku. Brak mi ciepła w ten ciepły wiosenny wieczór. Ciepła, które ogrzeje mnie od środka.
Zaczyna się. Takie momenty przychodzą znienacka. Odpływam w ocean myśli o wszystkim i o niczym. Kolejne kostki bruku znikają mi pod nogami.
To, co zdarzyło się ostatnio. Mam w to wierzyć? Chcę ,wierzę, choć momentami czuje się jak w dobrej części opowiastki braci Grimm. Czekam na potwora albo morał. Nie chce czekać, Wszystko się buntuje. Nie będzie tak, bo to ja pisze te historię. Po raz pierwszy zaczyna mi brakować dyktafonu lub kartki. Usiadłbym i wszystko napisał. Dla siebie. Nas. Wiem, że jesteś jedyną, która zrozumie. Krawężnik. Mija mnie policja.
Zaczynam się zastnawiac co ja tu robię. Moja ulica – ale nie moje miejsce. Czuje to, ale w głębi duszy się z tym nie godzę, serce mowi co innego. Kocham to miejsce ale wiem, że musze zbudować przyszłość bo nie jestem w niej sam. To nie tylko moja przyszłosć, wiem, że kilka miesięcy temu to przestało być tylko to, co ja chce i co ja uważam. Uśmiecham się. Przez moment zastanawiam się jak bardzo ty poświęcasz się dla nas – zostawiam te myśl, nie ma logicznego sensu – w tym co czuję nie ma miejsca na to.
Kolejny uśmiech. Uda się. I nie ma znaczenia, że nie jestem znajomym prawnikiem z opowieści kolegi z kolacji. Nie będę notariuszem, zarabiającym podpisem – i wiem ze ty tez nie. Nie martwię się tym. I tak jesteśmy bogaci. Mamy coś czego nie można kupić.
Wchodzie po schodach. Szczekanie psa. Odstani powiew wiosny. Światło się jeszcze pali. Nie czekali na mnie. Na mnie już od dawna nikt nie czeka. P raz kolejny odczuwam brak maszyny do pisania, ale postanawiam że cokolwiek by się nie działo, siadam do komputer i to spisuje, potrzebuje tego.
Odsuwam rząd kurtek powieszonych w szafie. Szukam wolnego wieszaka. To nadal mój Dom, ale potrzebuje swojego miejsca. Miejsca po mojemu, naszemu. Wiem że wniesiesz do niego to czego ja nie potrafię. Takie dopełnienie, jing jang. Jest wolny wieszak.
Zapalam światło, patrzę się na zmęczoną twarz w lustrze. Znam te oczy. Wiedza czego chcą i czego pragną. Gdy kręcę w prawo szczotką myślę o Tobie, gdy w lewo o sobie. Teraz przód, góra dół. My. Woda, i przyjemnosc chłodnego płynu w gardle. Znowu spojrzenie w lustro. Czas popracować nad sobą. Dla mnie to ważne, a i ty na tym skorzystasz. Schodzę na dół. Światło, Rzut oka na łóżko. Dziś znowu śpię sam. Wracaj. Albo nie. Idźmy. Tam gdzie nasze miejsce."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz