palce pachną mi masalą, zapach przetyka mi zatoki, w samym rdzeniu czuję jak przemiguje w nim energia, bo miganie jest prawie niezauważalne, wśród krzyczącego tłumu, prawda?
na prawde byłbyś gotowy przezyć ze mną cale życie? oświadczyć już teraz, po kilku miesiącach i hajtnąć się, podpisać dokumenty, tak, na całe życie. ja nie wiem jakie będzie życie. na razie razem wyjedźmy.
zyskałam miano nowej kuzynki, kogoś już total swojego i nadającego się, oprócz tego, że we dwójkę nie chodzimy do komunii, bezbożnicy. ale taką grzesznicą mogę być, jeśli mogę nocą Cię bić łokciem, bo mam skurcz w nodze, wkurzać się, że się nie obudziłes, a po chwili czuć jak przez sen się do mnie przytulasz. i rano budzę się tuż obok, ani milimetra.
zobacz tańczą, a my nie mamy techniki, ale mamy zaufanie. i nikt nie zauważa braku techniki, bo wszyscy są zahipnotyzowani tym, jak się kręcisz, a ja wystawiam rękę i muskam cię samymi końcówkami palców, a ty się naturalnie wkręcasz do środka, jak wiesz, że cię złapię, jak gramy role, spojrzenia i dotyk, jest w tej sambie pati santany taka niezależność i przywiązanie, rozkosz i ucieczka, pragnienie i świadomość, że tutaj nie mogę się na ciebie rzucić.
czuję się jak w teledysku, nikt i nic poza tym kadrem nie istnieje. twoje oczy i rozmazany świat za nimi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz